Cierpienie

Dzisiaj zajmiemy się problemem poruszonym w pytaniu jakie zadała nam Mariola, bo dotyka bardzo ważnego tematu.

Pytanie brzmi tak:

„Co zrobić z chorobą psychiczna? Skąd ona? Po co? Jak na to szerzej spojrzeć?

Oczywiście pacjent idzie do lekarza po prochy ale co z jego rodziną? A co z przyjaciółmi rodziny?”

               To pytanie dotyczy w ogóle tematu cierpienia, i aby na nie odpowiedzieć powinniśmy się przyjrzeć czym to cierpienie jest.

               Na początku już widzimy, że wszystkie istniejące rodzaje cierpienia możemy podzielić na dwa rodzaje. Na cierpienie ciała i cierpienie ducha. Czyli i w tym wypadku pojawia się ten sam podział, o którym mówimy w odniesieniu do naszego rozwoju, czyli podział na konia i na jeźdźca. Mamy więc tu cierpienia konia, ciała, i cierpienia jeźdźca, czyli ducha. Koń to nasze ciało więc ten pierwszy rodzaj cierpienia dotyczy ciała. Ma swój początek w ciele tak jak ten drugi rodzaj ma swój początek w duchu. Zarówno ten pierwszy jak i ten drugi rodzaj nie jest statyczny ale rozwijając się przechodzi dalej obejmując całą istotę. Ten pierwszy, z ciała rozprzestrzenia się z czasem na ducha, tak samo jak ten zaczynający się w duchu rozwija się i w kolejnym etapie przechodzi na ciało. Bo jak wiadomo jeden zawsze ciągnie za sobą drugiego.

               To jeden podział. Oprócz tego istnieją cierpienia, które odczuwamy sami, czyli bezpośrednie, i cierpienia na skutek współodczuwania bólu kogoś bliskiego, czyli cierpienie pośrednie. Jest to cierpienie, które odczuwane jest przez kogoś na poziomie cielesnym a być może nawet na poziomie duchowym, a przez nas jest odbierane na poziomie ducha.

Ta kategoria dotyczy części pytania związanej z rodziną i przyjaciółmi.

Powróćmy jednak do sedna: Po co w ogóle cierpienie?

               Na to pytanie jest kilka możliwych odpowiedzi. Pierwsza to uznanie możliwości, że cierpienie jest przypadkowe. W takim ujęciu okazuje się, że nie ma ono żadnej przyczyny, żadnego celu, sensu, nie jest wynikiem żadnego planu, i jest ono tylko skutkiem jakiegoś przypadku. Wtedy nie pozostaje nic innego jak uznać, że Stwórcy nie ma. Albo skłaniamy się ku twierdzeniu, że Stwórca był – powołał wszystko do istnienia ale poza tym nic go dalej nie interesuje. Czyli w takim wypadku cierpienie jest jakimś absurdem. Tak samo jak cała rzeczywistość staje się absurdalna i absolutnie nie fair. Trzecia możliwość jest taka, że Stwórca istnieje, że dba o każdy szczegół i o każdego, a mimo to jest też ból i cierpienie. Tu od razu narzuca się twierdzenie, że zatem działa On w sposób dla nas całkowicie niezrozumiały. Bo to On powoduje nasze cierpienie. Warto się nad tym trochę głębiej zastanowić, bo zgodnie z tym co zapisane w źródłach wiemy, że „On jest dobry i dobrotliwy”. Jak wiec może dopuszczać ból? Jak może pozwalać na nasze cierpienie? Nie ważne jakie, bo mówimy tu o każdym rodzaju cierpienia. Zatem musi być w tym jakiś cel. Więc jaki może być cel tego cierpienia?

               Otóż cel jest opisany w źródłach, w których pada stwierdzenie, że „nad każdym źdźbłem trawy stoi anioł i bije je aby rosło”. To bicie jest odczuwane przez trawę jako sprawiające ból ale bez tego cierpienia trawa by nie rosła. Dokładnie tak samo jest w naszym przypadku. Jesteśmy istotami, które ze swojej natury nie są zdolne do wykonania żadnego ruchu bez dokonania rachunku zysku i strat. Jesteśmy poddawani cierpieniu nas bo inaczej nie mielibyśmy żadnego powodu, żadnej motywacji do ruchu. Zatem cierpienie jest zawsze czymś co działa motywująco dla naszego rozwoju.

               Rozumiemy więc, że nasze postrzeganie cierpienia jako czegoś negatywnego, jest błędne bo to jest w rzeczywistości coś co ma nas doprowadzić do rozwoju, do to tego aby z ograniczenia podziału powrócić do całości. Zatem cierpienie jest czymś absolutnie pozytywnym i każdy absolutnie musi je poznać i go doświadczyć.

               Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę jakieś rzeczy, które są zazwyczaj postrzegamy jako absolutnie dla nas niezrozumiałe, na przykład: rodzą się jakieś chore dzieci, żyją, męczą się, cierpią i odchodzą, wtedy absolutnie nie potrafimy dostrzec w tym sensu. Nie jesteśmy tez w stanie zrozumieć wszystkich tragedii które się dzieją dookoła, kataklizmów jakie powoduje natura i tego co ludzie są w stanie uczynić sobie nawzajem. Nie potrafimy tego ani objąć postrzeganiem ani zrozumieć ale to wszystko prowadzi do jednego celu.

               Tym, co tak naprawdę cierpi w każdym z tych wypadków jest jedynie materia. Ale też materia sama tego cierpienia za bardzo nie odczuwa. Bo ona też tego odczucia tak bardzo nie posiada.

               Wszystko co wychodzi poza martwe, czyli materialne, odczuwa cierpienie znacznie bardziej dotkliwie ale też jest to już coś ponad samą materię. To jest już odczucie, które choć wychodzi z materii już do niej nie należy bowiem jego celem jest powodowanie zmiany w naczyniu. Dlatego też każde cierpienie, które odczuwamy pośrednio, czyli cierpienie kogoś innego jest równie celowe jak to dotykające nas samych.

Bo nie tylko ten chory, który bierze te wspomniane w pytaniu prochy cierpi ale cierpią też wszyscy w jego otoczeniu. Możemy to ująć jeszcze inaczej. Ten chory cierpi też dla nas, abyśmy w połączeniu z nim w jego cierpieniu, my też mogli naprawiać rzeczy w sobie. Czyli nie tylko ten chory się naprawia ale naprawia się jego rodzina i przyjaciele i całe otoczenie. W tym celu właśnie istnieje cierpienie. Ono ma nas doprowadzić do otwarcia granic naszej percepcji. I niezależnie czy jesteśmy tego świadomi czy nie, to się cały czas dzieje i dokonuje w nas. Na tym właśnie polega rozwój. Więc to czego powinniśmy się nauczyć to jak odczuwać radość z cierpienia, bo każda chwila jego odczuwania to naprawdę milowy krok w rozwoju naszej świadomości.

Z pozdrowieniami, 1118

 

Об авторе: miriam